Strach przed koronawirusem.

Strach przed koronawirusem.

Jestem przedstawicielem pokolenia Y, czyli tzw. milenialsem. Jednak z racji, na fakt, iż urodziłem się po 89. nie mogę pamiętać czasów komuny ani wszelkich problemów, które towarzyszyły temu okresowi.

W identycznej sytuacji są niemal moi wszyscy znajomi. Nikt z nas nie pamięta stanu wojennego, czyli z krajowego punktu widzenia, najbliższej sytuacji, kiedy to z przyczyn od Ciebie niezależnych musiałeś zostać w domu. Dla wielu z nas sytuacja związana z kwarantanną i koronawirusem jest czymś nowym. Czymś nieznanym i jednocześnie przerażającym.

Cześć z nas boi się samego wirusa. Jednak większość boi się go nie ze względu na śmiertelne zagrożenie, ale w dużej mierze dlatego, że jest to zagrożenie nie zdefiniowane pod względem: zasięgu, czasu trwania, metod ataku czy środków obrony. To dla nas najbardziej groźna kombinacja – zewnętrzne zagrożenie, którego kształt nie jest wyraźnie zaznaczony. To powoduje, że problem, który początkowo wydawał nam się obcy, po chwili namysłu zaczyna nas przerażać i staje się osobisty. Nasze wewnętrzne demony zawsze wydają się większe i bardziej przerażające niż rzeczywiste zagrożenie z nich wynikające. Nie mają w nas stałych granic, logiki ani języka, którym moglibyśmy go racjonalnie wytłumaczyć. Dlatego obecne zagrożenie tak łatwo przeszło z zagrożenia zewnętrznego do rzeczywistego demona.

Pandemia

Początkowo zbagatelizowany wirus w zaledwie kilka miesięcy stał się globalnym zagrożeniem w postaci pandemii. Ogólnoświatowe działania mające na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się COVID-19 wywarły daleko idący wpływ na gospodarkę światową i społeczności lokalne.

Dziś niemal każdy rząd na świecie sięga do rezerw i przeznacza miliardowe jak nie bilionowe budżety na walkę z pandemią. Walczymy już nie tylko z wirusem, ale także wizją realnego kryzysu gospodarczego. Kryzysu, który swoją wielkością może dorównać temu co miało miejsce w Europie po 1945 roku.

Kryzys jest szansą

W większości firm w naszym kraju trwa obecnie nerwowe wyczekiwanie. Co robić? Utrzymać zatrudnienie czy zacząć redukcję etatów. Zamknąć firmę już teraz czy poczekać 3 miesiące jak radzą w TV i zobaczyć co wówczas będzie.

W większości organizacji decyzje podejmowane są na podstawie analizy ryzyka. Normalnie zadalibyśmy sobie pytanie: Czy potencjalny zysk wystarcza, aby przeważyć ryzyko niepowodzenia?

Wyzwaniem dla większości ludzi jest to, że w normalnych okolicznościach strach przed porażką prawie zawsze przewyższa argument za zmianą. Większość przedsiębiorców za wszelką cenę unika zatem ryzyka. Jednak podczas kryzysu sytuacja zmienia się diametralnie – realne ryzyko, którego normalnie byś się nie podjął, staje się błahostką. Kiedy status quo się załamuje, podjęcie ryzykownej decyzji wydaje się nie raz jedyną możliwością, aby uratować to co zostało.

W najnowszym badaniu Shortlist Consulting przy współpracy z magazynem Brief.pl przeprowadzono prawie 150 pogłębionych wywiadów z wyższą kadrą menadżerską polskiego rynku marketingowego. Z ich odpowiedzi wynika, że 60% managerów twierdzi, że sytuacja związana z pandemią jest dla nich bezpośrednim zagrożeniem. Dlaczego aż tylu managerów boi się nieznanego?

Badanie: PANDEMIA 2020 i jej konsekwencje dla branży marketingowej

Firmy są pełne kierowników i dyrektorów, którzy mają dobre intencje, ale często nie są w stanie przekonać siebie i prezesa do podjęcia ryzyka. Są częścią kultury, która nagradza sukces, a nie podejmowanie wyzwań, które mogą nie być możliwe do rozwiązania. Zgodnie z zasadą kija i marchewki – w razie sukcesu dostanę nagrodę, ale niepowiedzenie skutkuje karami. Akceptując warunki graniczne takimi, jakimi są, wychowujemy managerów, którzy boją się podjąć ryzyka. Z racji wpojonych ograniczeń nie szukają oni rozwiązania tylko zderzają się z rzeczywistością.

Ponieważ problemy nie rozwiązują się same, w firmie musi być ktoś, kto będzie na tyle odważny i zaproponuje nieszablonowe rozwiązanie. Dlatego kryzys daje liderom szansę na zwiększenie siły i pozwolenie na zignorowanie status quo w pogoni za czymś lepszym, bądź po prostu za szansą na przetrwanie.

Niewidoczne szanse

Kryzys stwarza możliwości w każdej branży, której bezpośrednio dotyka, ale także w tych pośrednich, które mu wyłącznie towarzyszą. Zauważ jak koronawirus wpłynął na podejście do pracy zdalnej.

Zacznijmy od szkół i e-learningu. Czy do niedawna ktoś na poważnie rozważał możliwość, że wirtualne lekcje mogą zastąpić te prawdziwe, które odbywają się w szkole? Tymczasem szkoły w całym kraju na czele z Ministerstwem Oświaty zaczęły właśnie wielką akcję nauczania zdalnego. Do tej pory tempo postępu e-learningu było stałe, ale stosunkowo wolne. Dlaczego? Ponieważ, zostało ograniczone kilkoma kwestiami, z których najważniejsze to ryzyko niepowodzenia czy strach przed nieznanym.

Tymczasem z powodu pandemii, przedsięwzięcie, które normalnie nacechowane było olbrzymim ryzykiem, zostało wdrożone jako rozwiązanie problemu. Z racji, iż jedyną alternatywą dla e-lekcji było całkowite anulowanie zajęć, postanowiono zaryzykować i wdrożyć zdalne nauczanie.

Jak skończy się ta historia? Jestem świadom tego, że e-lekcje, jeszcze przez długi czas nie zastąpią tradycyjnych zajęć w szkole, ale być może będą początkiem małej rewolucji, np. podczas choroby. Do tej pory, w momencie kiedy uczeń był chory musiał samodzielnie nadrabiać zaległości. Może nowe doświadczenie spowoduje, że szkoły pomyślą nad odpowiednim systemem i umożliwią chorym uczniom zdalny udział w lekcjach?

Podobnie z resztą wygląda praca zdalna w wielu firmach. Szefowie często boją się dawać pracownikom możliwość pracy zdalnej, ponieważ nie mają nad nimi bezpośredniej kontroli. A jak wiadomo, „strzeżonego, Pan Bóg strzeże.”

Tymczasem realia kwarantanny spowodowały, że możliwość pracy zdalnej w wielu firmach jest jedyną możliwością wykonywania obowiązków służbowych. Lawinowo wzrosła liczba wideokonferencji a firmy, które oferują takie oprogramowanie święcą właśnie triumfy. Najlepszym przykładem jest sytuacja firmy ZOOM. Amerykańscy inwestorzy rzucili się na akcje twórców tej aplikacji. Giełdowa wycena spółki poszybowała w górę o ponad 200%. Potem giełda zablokowała możliwość handlowania akcjami tej firmy. Dlaczego? Okazało się, że inwestorzy pomylili spółkę i kupowali akcje chińskiej firmy, która jest nieaktywna od kilku lat. Jak widać szanse są często tam, gdzie pozornie ich nie widać.

Podsumowanie

Kryzys bez wątpienia spowoduje wiele trudności dla ludzi biznesu, ale stworzy również możliwości innowacji w wielu branżach. To czas, aby ludzie podjęli większe ryzyko, skoncentrowali się na tym, co naprawdę ważne i wykorzystali okazję do zostania prawdziwym liderem.

Obrazek tytułowy: van gogh

No comments yet. Be the first one to leave a thought.
Leave a comment

Leave a Comment