„Odkąd pamiętam, moja mama zawsze powtarzała, że ze swoim gadanym, to sprzedam wszystko. Pełen wiary we własne możliwości, postanowiłem zdobyć świat biznesu – zostałem sprzedawcą w szkolnym sklepiku.”


Tak mogłaby zaczynać się moja autobiografia, pełna: nieprawdopodobnych anegdot (umiem ruszać uszami), życiowych sukcesów (kupiłem dzięki temu Citroena) oraz pokonywania trudności (mam Citroena).

Zawodowo jestem niczym mityczny Midas, (czyt. wszystko czego dotykam zamienia się w pieniądze). A wiem co mówię, bo na gotówkę wymieniałem: pralki, lodówki, prąd, karnety do teatrów, programy lojalnościowe czy maile.

Kiedy nie handluje, to się mądrze. Zatem przy odrobinie szczęścia, spotkasz mnie na jednej z misji ewangelizacyjnej (patrz. zdjęcia).

Jeżeli masz jakiekolwiek pytania natury marketingowo-sprzedażowej, bądź uważasz, że mogę Ci pomóc, to serdecznie zapraszam do kontaktu.

PS. Awansowałem i wożę się Hondą!